Zayn,
nigdy, nawet w najśmielszych snach nie sądziłam, że napiszę do kogokolwiek list pożegnalny. I chyba nie do końca to robię, bo nie mam zamiaru użalać się nad beznadziejnością mojego życia. Cholera! Przecież było wspaniałe! Naprawdę. Ostatni miesiąc był najlepszym spośród wszystkich innych, a przecież dobrze wiesz, że w moim słowniku nie istnieje coś takiego jak nuda. Przez ten czas nauczyłeś mnie bardzo wiele o życiu, otworzyłeś mi oczy na wiele spraw, pokazałeś czym jest miłość, nawet jeśli tak uparcie zaprzeczałam jej istnieniu.
Przepraszam, że robię to dopiero teraz, chyba za bardzo bałam się odpowiedzialności tych słów by powiedzieć ci je prosto w twarz, ale wiedz że Cię kocham. Tak strasznie, że przeraża mnie to bezustannie. Budząc się czuję ciężar tego uczucia, kładąc się spać ciężar nie zmniejsza się nawet o gram. Ale to dobre uczucie, przysięgam. Jestem dumna mogąc go doświadczać i to z twojego powodu! Nawet nie wiesz jak cholernie się boję, że odchodząc stracę i to. Tak Zayn, to nie śmierć mnie przeraża, dawno się z nią pogodziłam, lecz świadomość, że być może po tamtej stronie czymkolwiek ona się okaże, nie dane mi będzie doświadczać tego ciężaru w moim sercu.
I skoro już to powiedziałam, musisz mnie nienawidzić, bo następuje to w tak trudnej dla ciebie chwili. Nigdy nie zaprzeczałeś co do mnie czujesz, nawet gdy ja uparcie wmawiałam ci że oszukuje samego siebie (merde, to ja oszukiwałam siebie, nie odwrotnie), wobec tego wiem, że moja śmierć dotknie cię bardziej niż jesteś gotów przyznać, ale wiem również że chociaż postarasz się mnie zrozumieć. Tylko ty jeden możesz pojąć co siedzi mi w głowie, ponieważ tylko ty jeden zdołałeś pojąć co siedzi w moim sercu.
Nazwij mnie egoistką, nie bój się, zrób to. Skoro mówiłeś mi to tysiąc razy w twarz, dlaczego nie możesz tego powiedzieć w pustkę? Przecież masz rację! Jestem egoistką i to ogromną. Moja śmierć nie ma w sobie wiele z dramatu Szekspira, tego gościa którego Anglicy czczą niczym cholernego boga. Moim zdaniem jego dzieła są nudne i w dodatku ciężko je zrozumieć, niczym bełkot pijanego człowieka, bo też jestem zdania, że pisząc musiał być nieźle zalany. Ale jak zwykle odbiegam od tematu, przepraszam! Nawet w obliczu własnej śmierci nie mogę pokonać potoku słów zalewających moje myśli. Tak czy inaczej dążę do tego, że zabiłam się by oszczędzić sobie cierpień. Dowiadując się o chorobie nie chciałam walczyć. Znasz mnie i wiesz że nie brakuje mi ducha walki, ale to było coś innego. Nie można wypowiedzieć wojny nieuniknionemu. Dlatego pogodziłam się ze swoim losem i żyłam tak jak chciałam żyć, szalenie, bez szpitali i niepotrzebnego bólu. Każdy dzień gdy śmiałam się i tańczyłam w deszczu zamiast leżeć na oddziale onkologii przybliżał mnie do śmieci. Ale to nic. Wiem że mnie zrozumiesz. Gdybym podjęła leczenie nie byłabym sobą, a najbardziej na świecie nie chciałam umrzeć stając się kimś innym. Za cenę wczesnej śmieci pragnęłam pozostać tą samą Chantal. I nie możesz mnie za to winić, bo przecież zakochałeś się we mnie właśnie dlatego że nigdy nikogo nie udawałam. Byłam prawdziwa. Ty przy mnie też byłeś prawdziwy, wiesz, że to uczucie jest warte więcej niż złoto.
Pamiętasz jak spotkaliśmy się po raz pierwszy? Na pewno pamiętasz. Kiedyś nawet wspomniałeś, że wyglądałam wtedy jak różowy huragan. Nie zapytałeś dlaczego uciekam, po prostu złapałeś mnie za rękę i poprowadziłeś z dala od problemu. Wtedy zupełnie nieświadomie oddałam ci serce. Nie miałeś o mnie zielonego pojęcia, a i tak stanąłeś po mojej stronie. Zawsze to robiłeś, zawsze mnie broniłeś nawet jeśli popełniłam jakiś błąd. Dla ciebie nie miało to znaczenia, stałeś za mną murem. I to było więcej niż mogłam pragnąć. Ta bezwarunkowa wiara we mnie, tylko ty się na nią zdobyłeś. Dlatego mam nadzieję, że teraz również to zrobisz. Zaufasz mi, nawet jeśli to cię rani i w głębi duszy chcesz mnie przeklinać z rozpaczy. Proszę o tak wiele, ale ta jedna prośba i tak zginie w morzu innych, które wygłosiłam przed śmiercią. Ostatni raz zaprzyj się i weź moją stronę. Ostatni raz z hardą miną ogłoś światu, że się nie pomyliłam.
Bo są ludzie ostrożni, szaleni i jest Chantal, czyż nie tak zwykłeś mawiać? Moja śmierć nie jest wyborem ostrożnym, bo ta cecha nigdy do mnie nie pasowała. Nie jest też szalona, bo tak naprawdę się boję, a w szaleństwie nie ma miejsca na strach. Nie, moja decyzja jest decyzją Chantal, nie można jej zrozumieć w żaden sposób. Jednak ty i tak spróbujesz, a choć ci nie wyjdzie, wmówisz sobie, że jest inaczej.
Może ten list ci pomoże, a może wręcz odwrotnie, załamiesz się jeszcze bardziej. Nie będę ci mówić żebyś się otrząsnął i żył dalej, przecież umarłam i należy mi się pamięć. Nie chcę też byś umniejszał mój wkład w twoje życie. Proszę jednak byś pamiętał że to był twój wybór. Z uporem wariata chciałeś mnie pokochać, więc z tym samym uporem pogódź się z moim odejściem. Płacz, to nic złego. Krzycz, tak jak ja gdy miałam gorszy dzień. Każ mi iść do diabła, kto wie może właśnie tam teraz jestem. Ale raz na jakiś czas uśmiechnij się bo wiesz jak bardzo kocham twój uśmiech. Jego strata byłaby gorsza niż moja śmierć. Uśmiechnij się, bo musisz mieć nadzieję, że ten uśmiech kiedyś stanie się szczery. A kiedy to już nadejdzie, spojrzysz w niebo i po raz tysięczny zapytasz, dlaczego nie mogę być mniej skomplikowana. Nie odpowiem ci, doskonale znasz odpowiedź. I pomimo bólu, którego ci przysporzyłam ostatni raz szepniesz, że kochasz mnie do szaleństwa. Wtedy też nie odpowiem, ale na pewno się uśmiechnę. Przytaknę głową i wyrażę zgodę. Bo zdaję sobie sprawę, że gdy z twoich ust padną te słodkie słowa, pożegnasz się ze mną tak ostatecznie, zaś moje miejsce zajmie ktoś inny. Nienawidzę się dzielić, tak bardzo nienawidzę, ale zrobię wyjątek. Odeszłam, dokonałam wyboru, a ty zasługujesz by w twoim sercu na nowo zapłonęła miłość. Żyj dalej, kochaj dalej, raz na jakiś czas o mnie pomyśl. Pomyśl, jak szalone zrobiło się twoje życie, kiedy się w nim pojawiłam, a później spójrz na dziewczynę, której na nowo oddałeś część siebie i cholera, podziękuj mi, bo gdyby nie ja, nigdy byś jej nie spotkał.
Twoja Chantal
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz